Tak więc nie przedłużając...
TYTUŁ: Rainy days
PARING: JongKey
TYP: Shonen-ai
UWAGI: Brak
Z zapomnianą dedykacją dla Weroniki~
***
Pamiętałem wszystko. Każdy pojedynczy dzień z nim spędzony. Każde jego spojrzenie. Każdy jego uśmiech. Każde jego słowo. Jego każdy dotyk. Wprowadzało mnie to w stan melancholii. Zwłaszcza w deszczowe dni. Takie, jak ten. Ktoś mógłby mnie wziąć za wariata. W końcu po co siedzieć cały Boży dzień w domu i przyglądać się od czasu do czasu w swoje marne, lustrzane odbicie? Miałem ochotę w nie splunąć. Czułem do siebie odrazę oraz niechęć. Wyglądałem okropnie i wiedziałem o tym. Nie miałem jednak zamiaru tego zmienić. Po co? Kiedy wychodziłem na zewnątrz, pomagały kilogramy makijażu. W mieszkaniu nie musiałem dbać o to, czy ktoś mnie widzi.
Z takim podejściem budziłem się codziennie, a monotonia wlokła się
za mną i nie chciała opuścić. Jedyną rozrywką były audycje radiowe oraz zabawy
z Roo, moim przesłodkim, małym jamnikiem. Z swoim telefonie posiadałem
dziesiątki numerów telefonicznych, ale chciałem dzwonić jedynie pod jego numer.
Nic nie mogłem poradzić. Głupiutki, naiwny, zakochany wokalista, który został
porzucony jak stara, szmaciana lalka, którą zabawa się znudziła. Nie dbałem o
dumę; to moje serce zostało skrzywdzone. Czułem, jak z dnia na dzień rozpada
się kawałek po kawałku, a w dniu dzisiejszym niewiele z niego zostało. Nie
wiedziałem, ile jeszcze mogłem wytrzymać w tym stanie. Ukrywanie swoich
prawdziwych uczuć pod maską fałszywej radości to było najgorsze, czego
doświadczyłem. Nie potrafiłem tak dłużej. Pragnąłem odzyskać wszystko, co tak
łatwo utraciłem... lecz to nie było takie proste. I nie widziałem żadnych
możliwości.
Krople deszczu uderzały w okno mojego salonu, gdzie siedziałem na
parapecie z kubkiem mocnej kawy. Nocne, wcześniej rozgwieżdżone niebo zasnuły
gęste, czarne chmury. Seul jednak pokryty był tysiącami kolorowych świateł, a
ludzie biegali przez ulice z parasolami w dłoniach. Większość mieszkańców już
spała bądź układała się do snu, lecz nie ja. Cierpiąc na bezsenność, spędzałem
tak niemal każdą noc od tych dobrych paru miesięcy. Zaraz... ilu miesięcy? Czy
to już nie rok? A może ponad? Nie miałem pojęcia. Dla mnie były to wieki.
Czując powoli spływającą, pierwszą łzę, ścisnąłem mocniej kubek.
***
- Szybciej! - krzyknął brązowowłosy chłopak i zaśmiał się głośno.
Ścisnął dłoń przyjaciela, ciągnąc go w kierunku domu. - Inaczej będziemy
wyglądać jak zmokłe kury!
- Ty już tak wyglądasz - odburknął młodszy, jednak nie potrafił
powstrzymać delikatnego uśmiechu. Ich wypad na zakupy nie był do końca udany,
to prawda. Mimo wszystko cieszył się na odrobinę czasu jedynie we dwóch.
Kiedy dotarli do wspólnego mieszkania, przywitała ich cisza. Przez
parę sekund nawoływali innych współlokatorów, lecz nie dostali odpowiedzi.
Widocznie chłopcom przedłużył się grafik. Zdjęli mokre kurtki, a także buty, po
czym weszli do salonu. Brunet był szybszy, dlatego niedługo potem podawał
niewielki ręcznik raperowi, by wysuszył nim swoje blond włosy. Key grzecznie
podziękował i usiadł na czarnej kanapie, kładąc materiał na głowie. Sięgnął po
pilota, włączając nim telewizor.
- Jonghyun hyung, spójrz. Nasza trójeczka widocznie dostała nagle
zaproszenie do programu! - Zaśmiał się, widząc zdezorientowanego Taemina,
śpiącego Onew oraz znudzonego Minho w jakimś reality show. Starszy Kim wrócił z
kuchni z dwoma kubkami gorącej czekolady, kładąc je na stoliku przed kanapą.
- Naprawdę? Ci to zawsze się gdzieś wkręcą... - powiedział, kiedy
nagle zgasło wszystko. Kibum na początku pisnął ciche "o Boże", lecz
później odetchnął z ulgą, gdy poczuł dłoń przyjaciela na swoim ramieniu. - Prąd
wyłączyli. To pewnie przez burzę.
Obaj ruszyli w poszukiwaniu świeczek, oświetlając sobie drogę
telefonami. Szukali wytrwale, aż w końcu znaleźli jedną, a także zapałki i
latarkę. Wrócili do salonu, siadając z powrotem na czarnym meblu. Jonghyun
zapalił świecę, stawiając ją bezpiecznie na stoliku, tuż przy ledowej latarce.
- Ależ romantycznie - skomentował Key. Próbował żartować, jednak
poważny wzrok Jonghyuna lekko go skołował.
- Szkoda, że nie mamy więcej świeczek... - Podrapał się w kark.
- Dlaczego?
- Nie wiem jak ty, ale ja lubię nastrój - szepnął Jonghyun,
próbując skierować rozmowę na inne tory. Zorientował się, że tępe gapienie na
swojego towarzysza nie było zbyt odpowiednie. Już dawno próbował zostać z nim
sam i odbyć rozmowę, dzięki której wiedziałby na czym stoi. Nie było to jednak
łatwe ze względu na ich grafik, a teraz, kiedy nadarzyła się sytuacja, to
zabrakło świeczek? Obiecał sobie, że następnym razem na to nie pozwoli.
- J-ja też... - Key oblizał swoje spierzchnięte wargi, odwracając
wzrok w inną stronę. Nie chciał tracić okazji, lecz był zbyt nieśmiały, by
cokolwiek zacząć mówić. Może i stał się odważną divą, ale jedynie przed
kamerami.
- Cieszę się, że jesteśmy tu razem.
Nastała niezręczna cisza, przerywana odgłosami deszczu, wiatru
oraz grzmotów, jakie dostawały się przez lekko uchylone okno. Blondyn miał
ochotę uśmiechnąć się do siebie; słowa przyjaciela rozgrzały jego serce, które
zaczęło bić tak szybko, jakby chciało zaraz wydostać się z jego piersi. Jedyne,
na co się zdobył, to nieśmiałe kiwnięcie głowy oraz nerwowe poprawienie
grzywki. Zaczął bawić się własnymi palcami, patrząc w podłogę. Przygryzł dolną
wargę. Wydawało mu się, czy w tym pomieszczeniu naprawdę było tak gorąco?
- Proszę, nie znienawidź mnie... - Usłyszał w pewnym momencie.
Poczuł na policzku delikatny dotyk dłoni bruneta, która zmusiła
go do spojrzenia na niego. Przesunął swój wstydliwy wzrok na twarz Jonghyuna.
Uchylone wargi były tak kuszące i tak... blisko. Wokalista pochylił się nad
blondynem, powoli muskając jego różowe usta. Pocałunek zelektryzował ich obu, a
gdy Key zaczął nieśmiało odpowiadać, chłopak niespiesznie go pogłębił. Pozwolił
młodszemu zarzucić ręce na swój kark, podczas gdy sam oplótł go w pasie.
Uśmiechnął się w idealnie wykrojone usta. Wiedział, że dzisiejszego dnia nie
zapomni, tak samo jak tego, w którym poznał piętnastolatka o lisim charakterze
i kocich oczach.
***
Nie zapomniałem. Oglądając na zmianę światło Seulu i płomienie
kolekcjonerskich świec porozstawianych po niewielkim salonie, wciąż czułem smak
jego miękkich ust. Wciąż widziałem uśmiechniętą twarz oraz przepiękne, kocie
oczy, które lśniły szczęśliwymi iskierkami. Wciąż pamiętałem strukturę jego
niemal jedwabnej skóry. Ideał? Mało powiedziane. Wielbiłem go, ubóstwiałem
niczym swojego prywatnego bożka. Spełniałem każdą zachciankę. Dawałem wszystko.
Oddałem mu siebie. Swoją duszę. Dzisiaj czuję, że jej nie posiadam. Ona nadal
jest tam gdzieś przy nim i już zostanie. Moje serce - całe czy w kawałkach -
również będzie należeć do niego. Wiedział o tym.
Teraz nie potrafię nawet spojrzeć na kobiety w inny sposób niż jak
na koleżanki. To dla niego zmieniłem swoje życie. Z nim też... przeżyłem swój
pierwszy raz. W kolejny deszczowy dzień, pełen wyznań i zapewnień o miłości.
Przygryzłem wargę na myśl o jego ciele. Co tu dużo mówić - było niesamowite.
Jasne, kuszące, rozpalone oraz gotowe na wszystko. Posiadał parę niewielkich
blizn z dzieciństwa, lecz nie zwracałem na nie zbytniej uwagi. W końcu nie
tylko on był taki rozbrykany. A o jego znamieniu na lewym udzie prawdopodobnie
wiedziałem tylko ja.
Jego pierwsze "kocham cię" było jak spełnienie marzeń.
Brzmiało niczym spadające z liści krople rosy. Ciche, niepewne, pełne miłości.
Wypowiedziane wprost do mojego ucha, kiedy ufnie ściskał mnie za szyję z dłońmi
zanurzonymi w mych włosach, a ja obejmowałem go mocno w pasie. Teraz myślę, czy
to w ogóle miało dla niego jakiekolwiek znaczenie.
Po tych paru latach... zaczął zachowywać się dziwnie. Przestał mi
się zwierzać, spędzaliśmy coraz mniej czasu razem. Kiedy jechaliśmy gdzieś
całym zespołem, słuchał muzyki lub spał. Trochę rozumiałem, ponieważ SM ciągle
coś od niego chciało. Później powodem jego braku czasu okazało się Toheart. Nie
no, nic nie mówię. Wyglądał pięknie, taki wesoły. Szkoda tylko, że słowem nie
pisnął o swoim duecie. A to zabolało. Po zakończeniu promocji, myślałem, że to
się zmieni, że wrócimy do tego, co było wcześniej między nami. Myliłem się. Z
dnia na dzień sytuacja się pogarszała, a ja nie miałem pojęcia co się dzieje.
Pytałem, próbowałem rozmawiać z nim dłużej niż przez pięć minut. Wykręcał się i
kłócił. Jego taktyka - zrzucenie winy na mnie oraz opuszczenie mieszkania.
Pociągnąłem nosem, czując, jak kolejne łzy napływają mi do i tak
już czerwonych oczu. Może miał rację? Może to wszystko moja wina? Może to przez
moją dociekliwość miał mnie dość?
Potem... Ten jeden, słoneczny dzień sprawił, że grunt usunął mi
się pod nogami...
***
Blondyn uśmiechnął się szeroko do promieni popołudniowego słońca,
siedząc przy stoliku jednej z małych, pobliskich restauracji. W końcu, po tak
długim czasie rozłąki, jego chłopak postanowił się z nim spotkać zaraz po
ostatnim występie w telewizji jako członek Toheart. Przyszykował cały wieczór
od A do Z. Tak pragnął znów przytulić swojego ukochanego, że ledwo potrafił
usiedzieć w jednym miejscu. Mała różyczka, którą obracał w dłoni, lśniła
krwistą czerwienią i czekała na swojego odbiorcę.
Jonghyun przygryzał wargę po raz kolejny, kiedy do lokalu wszedł
Key. Wzrokiem odszukał wokalistę i niepewnym krokiem skierował się w jego
stronę. Kiedy starszy go zauważył, natychmiast wstał z miejsca, przyciągając go
do siebie. Raper znieruchomiał, ale nic nie powiedział.
- Tak bardzo tęskniłem... - szepnął Jong do jego ucha, napawając
się zapachem miodowego szamponu Kibuma. Ten z kolei delikatnie i bez słowa
odsunął go od siebie. Niższy zbadał prędko wyraz jego twarzy. Serce zabiło mu
szybciej, gdy nie wyczytał z niej nic dobrego. - Stało się coś?
Key przełknął ślinę, a następnie podniósł oczy na blondyna.
- To dla ciebie. - Podał młodszemu kwiat, chcąc rozładować napiętą
sytuację. - Ale to dopiero początek.
Chłopak przyjrzał się róży, wzdychając głośno. Chwilę później
odłożył ją na stolik, patrząc na Jonghyuna przeraźliwie poważnym wzrokiem.
- Nie potrzebuję tego. - Powiedział. - Prosiłem cię o krótkie
spotkanie, a nie o paradę niespodzianek. Nie chciałem robić tego przez telefon.
- O czym ty mówisz? - Głos wokalisty lekko się załamał.
- O tym, że nigdy nie słuchasz tego, co mówię. I odstawiasz te
swoje idiotyczne przedstawienia. To żenujące.
- Do czego zmierzasz, Kibum?
Z przestraszonego tonu, Jong nagle przeszedł w okropnie zimny,
niemal lodowaty. Po plecach Key przeszły dreszcze, ale nie okazał tego. W końcu
nie bez powodu był nazywany Divą.
- Do tego, że to koniec. Między nami wszystko skończone.
Odwrócił się na pięcie i wyszedł z restauracji jak gdyby nigdy
nic, zostawiając oniemiałego Jonghyuna. Starszy przez moment patrzył
beznamiętnie w zamknięte drzwi, po czym zwiesił głowę. Po jego policzkach
popłynęły pierwsze łzy, które opadły na kafelkową posadzkę. Gdy dotarła do
niego ta informacja, zabrał swoje rzeczy. Po wyjściu z lokalu, wyrzucił różę do
śmietnika i skierował się w stronę domu.
***
Ból rozrywał moją głowę i nawet tabletki nie pomagały. Czułem
zmęczenie, lecz nie mogłem zasnąć. Chciałem płakać, jednak wypłakałem wszystkie
zasoby łez. Nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Chciałem sięgnąć po nóż,
skończyć ze sobą. Nie potrafiłem. Nie mogłem. Miałem pracę, fanów i zespół,
którego zostawienie byłoby grzechem.
Postanowiłem odejść od okna i wrócić do swojego pokoju. Powolnym
krokiem ruszyłem w tamtą stronę, gasząc po drodze skolekcjonowane świeczki.
Zdmuchnąłem ledwo trzy płomienie, gdy usłyszałem natarczywy dzwonek.
Zmarszczyłem brwi. To pewnie znowu Choi. Lubił robić mi takie numery w środku
nocy. Miałem zamiar przeczekać, aż sobie pójdzie, jednak on postanowił mnie
powkurzać. Podszedłem do drzwi, przekręciłem klucz w zamku i je zamaszyście
otworzyłem, gotowy wydrzeć się na Minho. Nie zdążyłem powiedzieć słowa, a
intruz rzucił się na mnie, przywierając swoimi ustami do moich. Wciągnął nas w
głąb mieszkania, zatrzaskując drzwi. Całował żarliwie i desperacko, jakby zaraz
miał nadejść koniec świata. Zarzucił ręce na mój kark, a ja nie miałem siły go
odepchnąć. Zamknąłem zmęczone oczy, odpowiadając na pocałunek i położyłem
dłonie na jego plecach. Ile to trwało? Parę sekund? Minutę? Może dwie? Albo
więcej? Nie potrafiłem tego przerwać i pewnie nawet nie chciałem. W pewnym
momencie poczułem, że się odsuwa, choć na niewielką odległość. Mogłem spojrzeć
prosto w jego oczy, bez żadnych świateł ani kamer. Byliśmy znów sami, jednak
nie pocieszało mnie to.
- Hyung... - szepnął. Przerwałem mu.
- Zdejmij buty - odparłem chłodno. - Bo nie będę potem po tobie
sprzątać.
Oraz dlatego, że czułem się jak krasnal, gdy zakładał buty na
obcasach.
Zrobił, co mu kazałem i wrócił do mnie
niczym skarcony pies z podkulonym ogonem. Skrzyżowałem ramiona na piersi,
uspokajając oddech. Odwróciłem wzrok w inną stronę, nie chcąc na niego patrzeć.
Chłopak z powrotem uwiesił mi się na szyi, chowając w nią swoją twarz.
- Przepraszam.
- Daruj sobie.
- Jongie... - Coś we mnie drgnęło, ale nie
dałem się ponieść emocjom. - Ja tego naprawdę nie chciałem... Nie wiedziałem,
że doprowadzisz się do takiego stanu... Nie mogłem już na to patrzeć, musiałem
przyjść.
Spojrzeliśmy na siebie równocześnie. Byłem
zaciekawiony, a widząc, jak w oczach Kibuma powoli nabierają się łzy, nie
mogłem go tak po prostu wyrzucić. Może i charakteryzowałem się miękkością, lecz
wyjaśnień nawet ja potrzebowałem. Czekałem w ciszy na jego dalszą wypowiedź.
Pociągnął nosem, spuścił głowę i wziął głęboki oddech.
- Sooman mi kazał... Dowiedział się o nas,
a potem mi groził. Że SHINee świetnie da sobie radę bez ciebie... Bałem się -
szeptał. Nie mogłem w to uwierzyć. Lee Sooman był do wielu rzeczy zdolny, lecz do tego? Słuchałem z szeroko otwartymi,
zaczerwienionymi od płaczu oczyma. - Zgodziłem się. Nie mogłem pozwolić na to,
by cię wyrzucił. Grałem, udawałem... Ale już dalej tak nie potrafię.
- Key... - Położyłem dłonie na jego ramionach,
chcąc trochę go uspokoić.
- Nie
mogę patrzeć, jak z dnia na dzień tracisz chęć do życia. Nie chcę przeczytać,
że Kim Jonghyun został znaleziony martwy w mieszkaniu czy gdzieś indziej.
- Kibum.
- Nie wiedziałem, że to się tak potoczy...
Nie chcę cię narażać na utratę pracy, ale nie potrafię bez ciebie żyć.
- Masz na to dowód? - zapytałem, wcinając
mu się w zdanie.
- C-co? - wyjąkał.
- Skąd mam mieć pewność, że nie kłamiesz?
- Nie możesz mieć pewności - przyznał ze
smutkiem. - Ale nie przyszedłem prosić o wybaczenie. Chcę tylko byś wiedział...
Ja... - Przełknął ślinę, nieśmiało na mnie spoglądając. - Kochałem cię. Kocham
nadal. I będę kochać do końca moich dni.
Sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej
małą, zaschniętą różę, którą podarowałem mu tamtego dnia. Tę samą, którą
wyrzuciłem do kosza. Więc co ona robiła u niego?
- Tak, grzebałem w śmieciach -
odpowiedział z ponurym śmiechem na moje niewypowiedziane pytanie. Skierował
kwiat w moją stronę. - Zasuszyłem ją. Może nie jest tak piękna, jak tamtego
dnia, ale... weź ją. Proszę.
Przyjąłem ją, zauważając kolejną łzę,
spływającą po jego bladym policzku. Wyszeptał ciche "przepraszam", po
czym skierował się do wyjścia. Popatrzyłem na różę, a wspomnienia odżyły z
większą siłą niż dotychczas.
Mój
Bummie...
Odłożyłem kwiatka na stolik i złapałem
chłopaka za nadgarstek, przyciągając go do siebie. Drugą dłonią objąłem go za
szyję, by móc tęsknie wpić się w słodkie wargi, których mi tyle brakowało.
Dzięki tej wiedzy smakowały jeszcze lepiej. Niemal od razu odpowiedział na mój
pocałunek, a ja poczułem, jak zaciska piąstki na mych plecach. Przestałem
słyszeć odgłosy Seulu i kropli deszczu, które uderzały o szybę. Byliśmy tylko
my, nasze przyspieszone oddechy, pomrukiwania i gorący dotyk. Czy teraz tak
łatwo go wypuszczę? Nigdy w życiu.
- Przynajmniej teraz nie zabrakło świeczek
- mruknąłem w idealne, malinowe usta. Uśmiechnął się delikatnie.
- Tak, jest bardzo nastrojowo - przyznał,
wtulając się w moją klatkę piersiową. Objąłem go mocno. - Tylko... co zrobimy z
Soomanem?
- To, co do tej pory. - Wzruszyłem
ramionami. - Tylko tym razem nie będziesz jedynym aktorem na scenie.
- Dasz radę?
- Nie wierzysz we mnie?
- Cóż... nigdy nie było mi dane ujrzeć
twoich zdolności aktorskich. - Zacmokał, a ja się zaśmiałem. Energia zaczęła
mnie rozpierać, tak samo jak szczęście. Byliśmy na dobrej drodze.
- Możesz mi wierzyć, że są dobrze
rozwinięte.
- Hmm... - Udał zastanowienie, jakby nie
do końca mi ufał. Spojrzałem na niego znacząco, przyciągając najbliżej jak się
dało.
- Mam cię zacząć przekonywać?
- Tutaj?
- Może być w sypialni, jeśli wolisz.
Jego
uśmiech był zbyt piękny, aby dało się go opisać słowami.
- Próbuj.
_____________________________________________________
Z początku to miał być angst... ale, jak widać, coś mi nie wyszło x"D
Poza tym... mam zacząć marudzić jak Weronika? Hello, komentarze to dla autorów dobry kop w tyłek, a ja chyba takiego potrzebuję. Im więcej Was, tym więcej notek - remember this. To co? Nie próżnować, komentować. Do zobaczenia w 3 rozdziale SL :)
P.S. Najlepsze pozdrowienia dla Lee Soomana, którego ani trochę nie chciałam urazić, tylko ładnie mi pasował do tej historii xD
P.S. Najlepsze pozdrowienia dla Lee Soomana, którego ani trochę nie chciałam urazić, tylko ładnie mi pasował do tej historii xD
Tęskniłam za JongKey <3 Uwielbiam takie smuty z happy end'em XDD W ogóle, dlaczego wstrzymałaś WSS?
OdpowiedzUsuńBo nie da razy pisać o zimie w lecie :')
UsuńCzyli, że będzie w zimę?
UsuńTego nie obiecuję :|
UsuńCzy to już nadszedł ten dzień? Dzień, w którym czas mnie zlinczować?...
OdpowiedzUsuńWhy nie komentowałam, to ja nje wiem, ale czas to nadrobić!!!
Ale nie tylko ja tu zawiniłam, booooo...
HA?! CHCESZ KOPA W TYŁEK?! TAK, NALEŻY CI SIĘ, ALE NIE TEN, KTÓRY MA MOTYWOWAĆ DO PISANIA A TEN, KTÓRY CIĘ SKOPIE ZA TO, CO NAPISAŁAŚ!!!
No elo, co to jest?! Ah, niby leszy były sad end to tego łanszota, ale moje JongKey jest niezniszczalne! Ha! Wiedziałam B))))))))
Hszszsz, tylko byś spróbowała, aby ta dwójka kurna nie wróciła do siebie, a bym normalnie wypieprzyła telefon przez okno (ah, w sumie on tylko do tego się nadaje... >:C).
Phi, ale Kibum to też jest jakiś głupi no! To jak by nie mógł od razu wyjaśnić o co chodzi, ale nieee, bo po co, lepiej sobie kurna nóż w serce wsadzić i jeszcze nim tak majtać, żeby poczuć, czy on na pewno tam jest? Znaczy widać rączkę od niego i okropny ból, ale chyba jednak go tam nie ma. Oh, to se docisnę - aa kurwa, jednak jest no ;;;;
Jeny, co ja piszę! Najchętniej bym to usunęła i walnęła jakimś Suhym komentarzem, ale już trochę się napisałam, więc nie warto tego marnować!
Eeehehe, wielka szkoda, że zawiesiłaś WSS jednak rozumiem rozumiem, upał +30, i jak tu pisać na minusie? Rozumiem rozumiem, więc lepiej jeszcze bardziej podkręcić temperaturę i pisać o OnTae latem?! No w sumie lepiej B))))))))
Błagam, nie pisz nic co mogłoby łączyć Żabę z Dino, albo Klucz z Kurczakiem, bo się chyba powieszę >;C
Nie no nie powiesze, ale stracisz respekt, o!
Co by tu jeszcze...
No nicz, już chyba się wypisałam.
Pisz to SL! Wykazuję zainteresowanie!!!
Więc po pierwsze, dziękuję za dedykację!! <333333333333333
OdpowiedzUsuńBoże, nawet nie wiesz jak się bałam, że nie będzie happy endu ;-; gdyby nie było to byłabym wściekła, ponieważ szocik był wspaniały i *inne określenia cudowności*!
Muszę ci powiedzieć, że czytałam i nie mogłam uwierzyć jak rozwijasz swój talent. Naprawdę, z każdym rozdziałem/one shotem piszesz coraz lepiej i to widać jak czarno na białym. Nieźle się wczułam w tekst, który właśnie przeczytałam i strasznie podobał mi się też jego klimat. Razem z opisami idealnie podziałał na moją wyobraźnię. Normalnie jak sceny z produkcji filmowej *-* jesteś świetna w tworzeniu klimatów, wiedz to B| poczułam melancholię xD
Biedne JongKey i wredny Sooman, który ma kawałek lodu zamiast serca! Co mu przeszkadza zupełnie nieszkodliwy i piękny związek pomiędzy dwoma sławnymi mężczyznami? Naprawdę nie widzę jego problemu -,- no ale cóż, najważniejsze, że nasza para znowu się zeszła! <3 mimo iż, nie wiem czemu, ale zrobiło mi się strasznie przykro, kiedy Jonghyun nie uwierzył Keyjaszkowi i chciał dowodu. Nie cierpię mężczyzn, którzy chcą dowodu miłości, nawet jeśli nie o taki dowód Jjongowi chodziło. Z drugiej strony jednak miał w sumie chyba prawo do bycia podejrzliwym, skoro miłość jego życia najpierw chłodno z nim zrywa, a za jakiś czas rzuca mu się na szyję i mówi, że został do tego zmuszony. Biedny Jongie musiał być nieźle skołowany :(
I ten dowód w postaci róży! To było takie urocze*-* omg omg Bummie grzebał w śmieciach, żeby ją wydostać!
Jeszcze na koniec muszę cię przeprosić za to, że nie było mnie ostatnio na twoim blogu, mimo iż jest jedynym, którego czytam >.< było ich kiedyś więcej, ale czasu brak :/ twojego jednak po prostu nie potrafię opuścić <33
A co do komentarzy to masz rację! Pewnie, że masz prawo się domagać, bo i masz za co! B| kawał dobrej roboty odwaliłaś ;)
Sunbaenim, ciężko pracowałaś! omg lol xD nieważne. Pracuj cięzko dalej! Tylko nie haruj jak wół, bo się zmęczysz i nic dobrego nie napiszesz >.< boże, już sama nie wiem co piszę... najpierw zebrało mi się na melancholię, a teraz czuję, że gadam od czapy O.o
Dobra, serio kończę ten komentarz. Nie piszę więcej, bo więcej głupot naopowiadam :/
Weny, weny, weny~~~~
Ale super Ci to wyszło! Uwielbiam tego one shota! Myślałam, że Key zakochał się w Woohyunie, a tu proszę, taka niespodzianka xD
OdpowiedzUsuńDobrze, że nie chciałaś urazić Lee Soomana.. ale why akurat on? On nie jest CEO SM chyna od dobrych 5lat xd
Fighting i czekam na cz.3 SL
http://cnbluestory.blogspot.com/
Mi się podobało :3 Ale szkoda,że nie było scenki w sypialni XD Ja też rozumiem, że nie chce ci się pisać WSS jak na dworze upał,więc poczekam :) A co do tych,, innych,,paringów to ja czekam na OnJong i Hohyun :))) Bo je kocham!!!! No nic, będę czekać na te paringi (jeśli wgl coś z nimi napiszesz) . Przepraszam za taką kupę, a nie komentarz i pozdrawiam :***
OdpowiedzUsuńPapa Sooman przecież najlepszy why ludzie robią z niego potwora XD Ale dobra nie chciałaś go urazić wiec juz to jakoś przeboleje.
OdpowiedzUsuńOgólnie słodko i wzruszająco. Szczerze wolałabym aby ten shocik pozostał angstem jak zamierzałaś, miałby ten cudowny klimat jak w tych scenach, w których Jong opowiadał o swoim cierpieniu. Aww kocham to.
No ale tak też jest super! Bardzo przyjemnie mi się czytało tego shocika i liczę na wiecej~
Pozdrawiam Grellu ♡
Bardzo chciałam jakiegoś angsta, ale zazwyczaj jak coś piszę to są moje uczuciaw danej chwili ;;; więc z początku miał być to taki angst, że gacie by pospadały, a potem... byłam happy soooł.... jakoś tak wyszło T^T
Usuńdziękuję za komentarz Tobie i wszystkim pozostałym ^^
...nigdy bym się nie spodziewała, że wypowiedź o Jonghyunie martwym w mieszkaniu okaże się prawdą...
OdpowiedzUsuń